10. PRAWDA HISTORYCZNA
.: Data publikacji 26-Sie-2005 :: Odsłon: 3302 :: Recenzja :: Drukuj aktualną stronę :: Drukuj wszystko:.

10. PRAWDA HISTORYCZNA

Zarzucając historykowi stronniczość, krytyki publicystyczne winią go równocześnie o to, że w pewnym kierunku nie jest stronniczy, że z całą bezwzględnością odsłania gorzką nieraz i cierpką historyczną prawdę. Powtarza się tu cała litania oklepanych argumentów. Chociażby to wszystko, co w tej książce jest powiedziane, było zupełną prawdą, to historyk przystępujący z miłością do pisania dziejów swojego narodu, powinien jego błędy osłonić, tłumaczyć, a w żadnym razie nie przedstawiać ich z całą bezwzględnością prawdy. Inaczej historia tego rodzaju zrobi nam wstyd u obcych, usprawiedliwi krzywdy, jakie nam wyrządzili, i nas samych, a osobliwie naszą młodzież, do dalszej pracy zniechęci.

Ile słów w tej argumentacji, tyle w niej fałszów. Tyle razy ją wywrócono i zbito - i u nas któż nie pamięta druzgocących gromów, które na argumentację tę spadły z przedmowy do Ostatnich lat panowania Stanisława Augusta (4) - a jednak zawsze ona się odezwie, zawsze, choćby już bez żadnego skutku, podniesie głowę.

"Historyk powinien przystępować z miłością do pisania dziejów swojego narodu" - jest to frazes, który niczego nie dowodzi, niczego nie wyjaśni, a który ma historykowi służyć tylko za pozór do sprzeniewierzenia się swemu posłannictwu. Ze historyk nie może wnosić do pracy swej żadnej tendencji, a tym mniej tendencji oczernienia i szkalowania przeszłości, to już z ogólnego pojęcia historii wynika. Że powinien mieć umysł wrażliwy, wyobraźnię żywą, uczucie gorące, ażeby mógł wiernie odtworzyć przeszłość, uwydatnić jej zalety i odsłonić jej wady - rzecz oczywista. Że się powinien żywo zajmować przedmiotem, że powinien mu poświęcić wszystkie swe myśli, uczucia i siły, że mu powinien oddać samego siebie - rzecz jasna. Inaczej nigdy by nie pokonał olbrzymich trudności. Ale co tu ma do czynienia miłość? Miłość jest ślepa, miłość historykowi przysłoniłaby tylko bystrość i przenikliwość jego wzroku, ograniczyła widnokrąg jego myśli, zniżyła niezmiernie stanowisko, I to miłość ta ma być potrzebna tylko wówczas, jeśli się pisze dzieje własnego narodu. A zatem jest to miłość, która zakryć ma prawdę.

Ci, którzy takiej miłości od historyka żądają, nie wahają się też, wcześniej czy później, zażądać od niego, ażeby o ujemnych stronach przeszłości albo milczał, albo je osłaniał, usprawiedliwiał.

Kiedy historyk, zagłębiając się w epokę upadku, patrząc na jej straszne objawy, przechodzi przez okropną walkę wewnętrzną, kiedy w wędrówce takiej rad by sobie oczy co chwila zasłonić, ale pomny swego obowiązku i posłannictwa, dobywa wszystkich sił, ażeby je otwarte naokół utrzymać, całą silę swej woli dla opanowania swych wrażeń wytęża, a powróciwszy z takiej wędrówki kreśli jej wzruszające obrazy mimo bólu, który mu pióro z drżącej ręki co chwila wytrąca — ludzie, którzy o zadaniu i pracy historyka nie mają żadnego pojęcia, żądają, ażeby z całą flegmą okłamywał siebie i drugich, ażeby w miejsce prawdy podawał liche zlepki banalnej erudycji, głaskające ich próżność i miłość własną.

"Odsłonięcie nagiej prawdy zniesławi nas u obcych!" O małoduszni, więc chcecie czekać, ażeby ci obcy odsłaniali wam prawdę, ażeby ci obcy pisali wam dzieje waszego upadku, z pominięciem oczywiście wielu rzeczy, które je istotnie łagodzą, tłumaczą; i naprzeciw takim badaniom zamierzacie stawiać teatralne dekoracje, w których prawdziwość nie wierzycie sami. Więc nie macie tego poczucia własnej godności, że człowiek czy naród, który się sam do własnych błędów i grzechów przyznaje, który przyczyny i następstwa ich bada, okazuje tym samym, że chwila zapomnienia nie była dla niego chwilą zupełnego upadku, że się w nim przechowały zdrowe czynniki i siły, które się jeszcze mogą potężnie rozwinąć.

"Odsłonięcie nagiej prawdy usprawiedliwi krzywdy, jakie jednemu organizmowi wyrządziły drugie!" Tak jest, odsłonięcie wewnętrznej tego organizmu rozterki wyjaśni przyczynę, dlaczego w takiej chwili pozwolił się skrzywdzić, ale krzywda charakteru swojego nie zmieni. Organizm, który miał siły i tylko dla ich rozterki na szkodę się naraził, nie będzie szukał ratunku w ślepym trafie i losie, lecz z całą ufnością w swoje siły poszuka go w sobie samym i w swojej pracy. Czyż takie prawdy, oparte na nie zawodzących nigdy sprężynach charakteru ludzkiego, szerzej potrzeba tłumaczyć?

Krytycy owi, mając książkę historyczną pod ręką, nie czytają jej całej; pomijają milczeniem, że książka ta na każdej karcie siłę i żywotność narodu, zalety jego charakteru i urządzeń, prawdziwie świetne, nie błyskotliwe, ale rozumne jego czyny nieraz pierwsza dopiero odsłania - ale rzucają się z zapamiętałością na tych kilka ustępów, w których historyk skreślił obraz chwilowego upadku, i nie odmawiając mu prawdziwości wołają przecież, że taki obraz zrodzi szkodliwy pesymizm, kiedy narodowi w wyjątkowym jego położeniu potrzeba otuchy, zrodzi zniechęcenie do przeszłości, kiedy ta przeszłość powinna być niewyczerpaną kopalnią ufności w swe siły. Gdzież to jednak - spytajmy - i kiedy blichtr i samochwalstwo stały się dźwignią pracy i podstawą rozumnego działania. Przyzwyczajały one do lekceważenia swojej przeszłości, odstręczały od jej badania i korzystania z jej doświadczeń, bo historia przekręcona, pozbawiona charakteru prawdy, nie mogła zajmować, nie mogła rzeczywistego obudzić zajęcia. Raczono się chwilami cukrowaną łakocia, dopóki prędki zawsze nie nastąpił przesyt, odurzano się narkotycznym napojem, rodził się płytki entuzjazm, który popychał do nierozważnych czynów, ale jeszcze prędzej, niż wybuchnął, ostygał. Próbowaliśmy już nie raz z takim entuzjazmem, wiemy, jaka jego sita, do czego on wiedzie; popróbujmy raz z tą trzeźwą rozwagą, z tym rozumnym poznaniem swoich sił, z tą męską energią wytrwania, jaką dać może tylko cała, w niczym nie osłonięta historyczna prawda. Im trudniejsze położenie, tym niebezpieczniejszy fałszywy entuzjazm, tym potrzebniejsza prawda, niosąca ze sobą skarby prawdziwego zapału i energię pracy.

A cóż powiedzieć o tym dość częstym argumencie, że ludzie dojrzali, z wyrobionym sądem, mogą prawdę historyczną czytać i powinni, ale młodzież... nigdy! Więc ta młodzież ma dojrzewać na fałszu, na sztucznym rozwijaniu w niej uczucia ze szkodą rozwagi i rozsądku, a dopiero przeszedłszy taką szkołę, ma być dopuszczona do dziejowej prawdy! Więc za mało kosztowało nas doświadczenie, więc nic wiemy, do czego doprowadzał ów rozbrat pomiędzy młodzieżą a ludźmi rozwagi, że młodzież, głucha na glos doświadczonych wodzów, szła na lep ludzi, którzy ją - nieraz w dobrej, nieraz też i w złej wierze - do każdego nierozważnego kroku umieli pozyskać. Jeżeli kto, to właśnie młodzież powinna karmić się prawdą, o ile tylko wykształceniem swoim objąć ją potrafi i zdoła. Dzieciom nie można oczywiście tłumaczyć stosunków prawnych lub ekonomicznych, bo ich nie pojmą, ale w tym, co się im podaje, nie powinno być nigdzie czułostkowości, nieprawdy, przesady. Młodzież dorastająca, rozwinięta, tylko na całej, ale na całej prawdzie historycznej może i powinna dojrzewać.

Czy ją to do historii zniechęci? Bynajmniej. Owszem, nic tak nie zniechęca do przeszłości jak fałszywe i sztuczne jej przedstawienie. Młodzież zanadto w ogóle jest wykształcona, aby nie czuła, że w tym, co jej podają, nie ma istotnej treści; zniechęcona do przedmiotu, który prawdą swoją nie budzi jej istotnego zajęcia, gotowa łatwo przypuszczać, że winien temu przedmiot tak jałowy, tak suchy, że się z niego nic nie da wycisnąć. Kto ma z młodzieżą styczność, ten już nieraz z bólem serca zjawisko to dostrzegł.

Że zaś prawda historyczna owszem najwięcej do zastanawiania się nad przeszłością zachęca, tego najlepszym u nas dowodem cały zastęp młodych stosunkowo historyków, którzy mając na swoim czele Szujskiego i Kalinkę nad zbadaniem naszej przeszłości pracują. Mogą pomiędzy nimi być różnice zdania, może każdą pojawiającą się pracę spotkać ostra krytyka naukowa, bo wartość pracy od talentu i usilności indywidualnej zależy, ale stanowisko, które oni wszyscy zajmują, metoda, którą się posługują, jedna jest i taż sama. Mając za sobą wyrobiony kierunek, mając prawdziwy zapał i nie szczędząc pracy, mając z katedr uniwersyteckich i z pism naukowych ogromny wpływ na historyczne wykształcenie garnącej się do historii młodzieży, reprezentują oni siłę, której lekceważyć niepodobna, a wiedzą, że prędzej czy później zdobędą w społeczeństwie naszym powszechne uznanie swemu hasłu: "W imię dziejowej prawdy".

R. 1879

.: Powrót do działu Michał Bobrzyński: W imię prawdy dziejowej :: Powrót do spisu działów :.