7. KUNSZT HISTORYCZNY
.: Data publikacji 26-Sie-2005 :: Odsłon: 2977 :: Recenzja :: Drukuj aktualną stronę :: Drukuj wszystko:.

7. KUNSZT HISTORYCZNY

Nie dość jest dobrze badać źródła i trafny o nich sąd wydać. Chcąc być historykiem w całym tego słowa znaczeniu, potrzeba jeszcze umieć opowiadanie swoje i uwagi skreślić w odpowiedniej, pod względem artystycznym nienagannej formie. Inaczej praca historyczna nie stanie się przystępna dla wszystkich lub, co gorsza, niedołężną formą rzetelne swoje wyniki zamąci i skazi. Forma zwróciła też na siebie o wiele wcześniej niż rzecz sama uwagę; kiedy jeszcze nie myślano o nauce źródeł, opracowywano już zasady kunsztu historycznego, na który składa się i wytworny styl, i siła wyobraźni, i jasność wywodów, i werwa opowiadania. Gdy jednak dawniej dla wykwintnej formy zapominano nieraz o rzeczy, dziś historyk musi zachować w pamięci, że największe zalety formy polegają na ścisłym jej zastosowaniu się do wybornej treści.

Historyk, który zwraca niepotrzebnie uwagę na mnóstwo szczegółów i drobiazgów, nie mających żadnej doniosłości, nie ustrzeże się rozwlekłości w opowiadaniu, choćby był najlepszym stylistą. Taka jedynie praca może zabłysnąć formą i utrzymać w naprężeniu uwagę czytającego, w której każdy szczegół jest potrzebny i ściśle z innymi się wiąże, w której dzieje pewnego organizmu rozwijają się przed oczyma czytelnika zrozumiale we wszystkich ich przyczynach i skutkach.

Nie może też historyk znaleźć bardziej artystycznego rozkładu i ugrupowania szczegółów historycznych nad ten ich układ, jaki niegdyś posiadały w życiu, w rzeczywistości. Wszelkie układy dowolne nie tylko że szkodzą treści, ale muszą być koślawe i brzydkie, bo są nieprawdziwe. Zasada ta uwidocznia się mianowicie w dwóch głównych kierunkach.

Kreśląc przeszłość narodu musi historyk uwzględniać wszystkie tak różnorodne objawy jego życia, a więc obok stosunków politycznych i społecznych także i geografię, piśmiennictwo, obyczaje, religię, przemysł, handel, gospodarstwo i sztukę. Historyków, którzy to uwzględniali, mamy już wielu, mało jednak takich, którzy dla rzeczy umieli znaleźć odpowiednią formę. Pospolicie opisuje się dziś jeszcze na początku wypadki, a następnie w osobnych rozdziałach kreśli się rozwój prawa, gospodarstwa, piśmiennictwa, obyczajów, sztuki. Jest to ze strony historyka w każdym razie nieporadność lub - co gorsza - brak zrozumienia rzeczy. Przecież w rzeczywistości żadna z tych stron życia narodu nie rozwijała się odrębnie, wszystkie były ze sobą nierozerwalnie splecione, wszystkie nawzajem zależały od siebie, ze wszystkich dopiero razem wytwarzały się polityczne wypadki. Jakże np. zrozumieć walki nasze parlamentarne za czasów Zygmunta Augusta, jeśli się poprzednio nie skreśli wszechstronnie dwóch wielkich prądów dziejowych, humanizmu i reformacji, które do walk tych przygotowały podstawę i wszelkich im dostarczyły zasobów! Bez tego czytać będziemy opis tych walk, bezbarwny i nużący, bo niezrozumiały, i dopiero gdzieś na końcu książki znajdziemy w osobnych rozdziałach rzeczy, które nam pomału, i oczywiście niezupełnie, wątpliwości wyjaśnią. A ile przy takim układzie musi być koniecznych powtarzań, ile luk i opuszczeń! Historyk rozdzieliwszy sobie w tak nienaturalny sposób materiał łatwo też zmieniać będzie nieustannie swe stanowisko, w rozdziale o stosunkach kościelnych da się rychło uwieść interesowi Kościoła, w rozdziale o prawie interesowi dobrego sądownictwa i kodyfikacji. a zapomni łatwo, że w historii narodu wszystkie te podrzędne interesa muszą się podporządkować jednemu ogólnemu interesowi rozwoju narodu i że tylko z tego ogólnego stanowiska oceniać je trzeba.

Drugim głównym wymogiem kunsztu historycznego, podyktowanym przez treść, jest należyty podział historii na okresy. Do podziału takiego posiadamy głębokie przyczyny. Widzimy mianowicie, że każdy naród i państwo pod wpływem pewnych historycznych prądów i zdarzeń porzuca od czasu do czasu dotychczasowe podstawy i kierunek swego dążenia i rozwoju, a nowe sobie wytwarza lub przybiera i na nich dalej się kształci. Otóż każdy taki jeden przeciąg czasu, w którym naród na tych samych podstawach pracuje, urządza się i rozwija, nazywamy w historii jego osobnym okresem, czyli epoką jego życia. Każde zaś zmienienie tych podstaw zaznaczamy jako przejście do nowego okresu. Nie chcąc też pojedynczych stosunków i wypadków wyrywać z ich naturalnego związku, lecz pragnąc każdy z nich na ich właściwej, wspólnej im podstawie nakreślić, należy każdy okres dziejowy w osobnym obrazie przedstawić i zamknąć. Najłatwiejszą i najpewniejszą miarą tego podziału jest zmiana ustroju politycznego i społecznego narodu. Podział tego rodzaju, np. na okres państwa patriarchalnego, patrymonialnego i prawnego, nic jest jednak, jak by się na pozór zdawało, podziałem czysto prawniczej natury. Gdy bowiem w ustroju państwa i społeczeństwa wszystkie kierunki uczuć, myśli i działalności człowieka obracają się i mieszczą, gdy ustrój ten najściślej od nich zależy, jest ich naturalnym wyrobem i wynikiem i z ich zasadniczą zmianą niewątpliwie się zmienia, więc też do podziału tych wszystkich kierunków jest on wiernym i nie zawodzącym nigdy drogowskazem.

Jest to zasada sprawdzona w historii tych wszystkich narodów, które dzieje swoje mają już opracowane. U nas najmniej ona dotychczas zapuściła korzeni. Podziałów naszych dziejów mamy nieskończone mnóstwo, ale jakich podziałów? Jedni dzielą historię na okres rozwoju, kwitnięcia, upadku, nie bacząc na to, że nie ma żadnej przyczyny do tworzenia osobnych okresów, jeśli naród rozwijał się, kwitnął i upadał na podstawie i w ramach jednej i tej samej organizacji ustroju. Drudzy dzielą historię podług zmian formy rządu, nie bacząc na to, ze zmiana formy rządu nie pociąga jeszcze za sobą bynajmniej zasadniczej zmiany w ustroju społeczeństwa i państwa, w którym się życie narodu obraca, a nieraz na wszystkie najważniejsze urządzenia pozostaje bez wpływu. Tym mniej oczywiście posiada przyczyny podział na okresy, uzasadniony zmianą panującej dynastii, okolicznością czysto przypadkową, nieraz bez żadnego głębszego znaczenia. Łatwiej za to bronić podziału na epoki według wielkich terytorialnych nabytków, np. Polski samej do roku 1386, Polski połączonej z Litwą unią personalną do roku 1569 i Polski z Litwą połączonych parlamentarnie. Podział ten nie tłumaczy nam atoli tego, o co nam przy podziale na okresy idzie, tj. zmiany w podstawach życia, czyli urządzeniach społecznych i politycznych. Mogły się wskutek unii powiększyć zasoby i środki, rozszerzyć widnokrąg polityczny, ale unia, otwierając ustrojowi naszemu szerokie pole do działania i wpływu, nie zmieniła jego natury i istoty, a tym samym praw i warunków, w których go należy oceniać.

Dzielimy historię na okresy tylko dlatego, ażeby ugrupować fakta na jednych i tych samych urządzeniach oparte; o podziale na okresy może tylko rozstrzygać zmiana urządzeń, nie zaś zmienne objawy dostrzegane w faktach. Podział na okresy, który ciągłość urządzeń, tj. pewien ustrój społeczeństwa i państwa, dla jakichkolwiek względów ubocznych rozrywa, nie tylko też przedstawienia nie wyjaśnia, ale owszem niepomału je mąci.

.: Powrót do działu Michał Bobrzyński: W imię prawdy dziejowej :: Powrót do spisu działów :.