5. HIPOTEZA W HISTORII
.: Data publikacji 26-Sie-2005 :: Odsłon: 2871 :: Recenzja :: Drukuj aktualną stronę :: Drukuj wszystko:.

5. HIPOTEZA W HISTORII

Jest więc historia pracą umiejętną, a jako taka nie ma końca i granic. Im bowiem na polu nauk społecznych i politycznych do większych i obfitszych dochodzimy pewników, tym dokładniejszą zyskujemy miarę do zrozumienia i ocenienia dawno już zbadanych i przedstawionych, ale niezupełnie odgadniętych objawów dziejowych. Sąd historyka nigdy nie może być ostateczny, bo się opiera na podstawie, która się sama nieustannie ulepsza i wznosi. Jeden, i tenże sam historyczny przedmiot daje pole do coraz głębszych badań, coraz to szerszych wyników.

Jako prawdziwie umiejętna praca ma też historia najzupełniejsze prawo do posługiwania się tym, co się hipotezą naukową nazywa. Ci, którzy historię pragnęli zniżyć do rocznikarstwa, do suchego zapisywania faktów, zwykle się na hipotezy historyczne zżymają; mają one jednak swoje istotne znaczenie, zarówno kiedy zastępują, jako też kiedy wyprzedzają historyczną prawdę i drogę do jej poznania z mozołem torują.

Są takie epoki w historii każdego narodu, mianowicie pierwotne, do których tylko nader szczupłe i urywkowe przechowały się źródła. Po ich najszczegółowszym zbadaniu i wyczerpnięciu zyskujemy ilość faktów tych tak ograniczoną, że nie ma nie tylko podobieństwa, ale nawet nadziei, ażeby na podstawie tych źródeł dał się wznieść obraz prawdziwy tak zamierzchłych czasów. Wówczas historyk, czy to za pomocą metody odwrotnej, o której wspomnieliśmy wyżej, czy też posługując się analogią z historii innych narodów, na tym samym stopniu rozwoju się znajdujących, zmuszony jest dopełnić sobie fakta, których brak do obrazu, i przypuszczalny obraz epoki postawić. Obraz taki nie może się sprzeciwiać w niczym wynikom nauk społecznych i politycznych, winien wszystkie rzeczywiście dochowane fakta dokładnie tłumaczyć, ale zawsze jest tylko hipotezą i pozostać nią musi. Czyż dlatego ma ją historyk porzucać i do zarejestrowania faktów się ograniczyć? Nie, bo takiej jego wstrzemięźliwości nie naśladowałby wcale ogół publiczności. Ogół ten, folgując naturze ludzkiej) wyrabiałby sobie i tak wyobraźnią swą pewne o tej epoce ogólne pojęcie. Lepiej więc, że historyk powołany do tego i wyposażony w metodę historycznej konstrukcji poda hipotezę, o której przynajmniej nie będzie można powiedzieć, że jest nieprawdziwa i niemożebna, niż żeby ogól tworzył sobie fantastyczne obrazy, nie tylko niemożebne i wprost nieprawdziwe, ale nadto mącące w wysokim stopniu późniejsze historyczne zjawiska. Hipoteza naukowa ma tu wielkie zadanie, ażeby zastąpić historyczną prawdę.

Do innych za to epok przechowała się ilość faktów tak dalece obfita, że lata musiałyby upłynąć, zanimby historycy przy największym wysileniu i pracy zdołali fakta te wydobyć z ukrycia, opracować i zużytkować, a wówczas dopiero z faktów tych da się złożyć prawdziwy, stwierdzony we wszystkich szczegółach i wyjaśniony historyczny obraz. Czyż jednak historycy aż do tej chwili czekać mają z utworzeniem sobie o tej epoce przypuszczalnego pojęcia? Byłoby to niemożebne, bo z natury ludzkiej wynika, że historyk, mając już tylko pewną, niezbędną ilość faktów, łączy je zaraz w umyśle swoim w pewien ogólny obraz i - w miarę poznawania dalszych faktów - obraz ten dopiero uzupełnia, prostuje i stwierdza. I tu hipoteza w pracy historycznej rolę ogromną odgrywa, a hipoteza taka nie powinna się również w ciasnym kółku uczonych zamykać. Szczęśliwy jest naród, który na podstawie całego szeregu historycznych badań ma już o całej swojej przeszłości dokładne, stwierdzone pojęcie. Choć jednak naród jakiś takim opracowaniem swoich dziejów pochlubić się nie może, to potrzebuje zawsze o całej swojej przeszłości mieć pewne pojęcie, a lepiej w takim razie, żeby historycy obznajamiali go z najnowszymi swymi hipotezami, niż żeby hipotezy takie miał sobie dowolnie tworzyć lub w hipotezy naukowe dawno już porzucone wierzyć.

Są wreszcie w każdej historii całe szeregi znanych już i stwierdzonych faktów, których dlatego tylko nie umiemy połączyć ze sobą i wyjaśnić, że w umiejętnościach społecznych i politycznych, nie dość jeszcze rozwiniętych, nie znajdujemy do tego pewnej i niezawodnej podstawy i klucza. Zanim go też nowe wyniki tych nauk dostarczą, możemy - o ile siły nasze na to rzeczywiście starczą - chwytać się hipotez, z których jedna i druga zawiedzie, ale ostatnia się sprawdzi i nieraz nawet do wykrycia nowego nieznanego prawa, któremu życie społeczne lub polityczne podlega, istotnie się przyczyni.

W tych dwóch ostatnich wypadkach hipoteza toruje drogę historycznej prawdzie. Zamiast więc hipotezą w historii lekkomyślnie pomiatać, należy tylko dbać o jej naukowe podstawy i najrozleglejszy z niej wyciągać pożytek.

.: Powrót do działu Michał Bobrzyński: W imię prawdy dziejowej :: Powrót do spisu działów :.