1. NAUKA O ŹRÓDŁACH
.: Data publikacji 26-Sie-2005 :: Odsłon: 3433 :: Recenzja :: Drukuj aktualną stronę :: Drukuj wszystko:.

1. NAUKA O ŹRÓDŁACH

Każde działanie i życie uwidacznia się w pewnych zewnętrznych objawach, które zowiemy faktami. Każdy też fakt moglibyśmy nawet po najdłuższym przeciągu czasu stwierdzić po jego śladach, gdyby ślady wielu faktów nie spływały się ze sobą i nie zacierały tym samym nie do poznania. Wiele faktów zginęło przez to lub ginie dla nas niepowrotnie; inne tylko dlatego są przed nami mniej lub więcej ukryte, że nie umiemy śladów ich odkryć i wyróżnić.

Chcąc też odgadnąć przeszłość tego wszystkiego, co nas otacza i uwagę naszą na siebie zwraca, musimy przede wszystkim zbierać, stwierdzać i badać ślady, które ta przeszłość, złożona z nieskończonego szeregu faktów, pozostawiła po sobie, musimy nabyć w tej pracy doświadczenie, wyrobić sobie pewne zasady i nie zawodzące sposoby. Nauka, która nas do tego celu prowadzi, zowie się nauką o źródłach dziejowych, bo każdy ślad pozostawiony przez przeszłość jest dla nas źródłem do jej bliższego poznania. Nauka ta przez bardzo długie czasy leżała w kolebce, a raczej, mówiąc szczerze, jako nauka nie istniała wcale. Każdy historyk z osobna, kierując się naturalnym swoim rozsądkiem i korzystając z przykładu danego przez innych, zbierał źródła z większą lub mniejszą starannością i korzystał z nich w miarę swojej pilności, uwagi i dowcipu. Znajdowali się tacy, którzy posuwali rzecz dalej, nabierali większej baczności i wprawy, ale nikt nie formułował zasad zbierania i korzystania ze źródeł, nikt tych zasad nie zestawiał i w osobną naukę nie łączył. Wyniki, do których jeden lub drugi doszedł, były dla innych stracone. Stąd też po takim Długoszu, który w XV wieku obokosobistych wspomnień i tradycji zbierał już pamiętniki współczesnych, kroniki, roczniki, urzędowe akta i zapiski, i to wszystko w możebnym komplecie, mamy przez trzy wieki, aż do Naruszewicza, całe szeregi kompilatorów, którzy o czymś podobnym nie posiadali żadnego pojęcia i albo sposobem kronikarskim zapisywali współczesne im wypadki, albo - co gorsza - ograniczali się do wypisywania ze swych poprzedników, przede wszystkim oczywiście z Długosza. Toż samo powtórzyło się dosłownie po Naruszewiczu. Liczni jego następcy ani w równym stopniu nie umieli gromadzić źródeł, ani też tajników jego krytyki historycznej nie umieli odgadnąć. Potężnym swoim talentem i szerokim zapoznaniem się z literaturą historyczną Zachodu zwrócił Lelewel uwagę na mnóstwo źródeł, których istnienia nikt przed nim się nie domyślał, wniknął głębiej w źródła i krytykę ich nieskończenie podniósł, ale z całej plejady jego uczniów i naśladowców któż pod tym względem do niego się zbliżył?

Dzisiaj podobne zjawisko już się prawie powtórzyć nie może. Mogą następcy poprzednikom nie dorównać w talencie, ale w sztuce zbierania i wyzyskiwania źródeł muszą nad nimi górować. Nie mówi się tu o samoukach, którzy na nie swoje zrywają się rzeczy; mowa jest o ludziach, którzy chcą się na serio w zawodzie historycznym wykształcić. W połowie naszego wieku, głównie zasługą Francuzów i Niemców, sformułowano zasady zbierania i korzystania ze źródeł dziejowych, powstała osobna nauka o źródłach, wszystkim dostępna, która z każdym rokiem wielkie robi postępy. Jest to nauka tak obszerna, że niepodobna tutaj jej zasad szczegółowo przedstawiać. O głównych tylko wspomnimy.

Nauka ta wykryła przede wszystkim i zestawiła wszystkie rodzaje źródeł, na które historyk zwrócić musi koniecznie uwagę; obok wszelkiego rodzaju pism prywatnych i urzędowych postawiła monety, pieczęcie, budowle, dzieła przemysłu i sztuki, a nawet w nazwach osób i miejscowości znalazła ważne historyczne źródło. Postawiła ona następnie zasadę, że zanim się z pewnego źródła zrobi użytek, należy przedtem źródło to samo przez się poznać, jego powstanie pod względem czasu i miejsca i przeznaczenia najdokładniej zbadać, jego pierwotną postać, jeżeli jest nadwerężone, odtworzyć i przywrócić, a nareszcie jego wiarogodność i doniosłość ocenić. Praca ta skupia się teraz w wydawnictwie i opracowaniu źródeł, prowadzonym wszędzie na najszerszą skalę.

Nauka o źródłach podaje nam w ręce środki, w jaki sposób, w jakim kierunku i do jakiego stopnia z danego źródła można i należy korzystać, wskazuje nam, jak te źródła grupować, które z nich za główne, bezpośrednie, nie zawodzące uważać, którymi tylko pomocniczo się posługiwać. Nie miano dawniej o tym należytego pojęcia; stawiając wszystkie źródła spółczesne i późniejsze, bezpośrednie i pośrednie na równi, wybierano ze sprzecznych wiadomości przez nie podanych pierwszą lepszą, na przypadek lub domysł.

Nauka ta postawiła nam wreszcie dwie uzupełniające się metody historycznego badania. Jedna z nich polega na zużytkowaniu wszystkich źródeł, odnoszących się wprost do pewnej epoki lub danego faktu. Druga zowie się metodą odwrotną, a lepiej wsteczną. Jeżeli do pewnej epoki, np. do XII wieku w Polsce, za mało przechowało się źródeł i ze źródeł tych o epoce owej nie możemy sobie stworzyć należytego pojęcia, w takim razie zapoznajemy się z epoką późniejszą, do której mamy dość źródeł, a więc w Polsce z wiekiem XIII; postawiwszy sobie obraz tego wieku przed oczy, badamy następnie, które szczegóły tego obrazu powstały dopiero w XIII wieku; znalazłszy takie szczegóły wyjmujemy je z obrazu i otrzymujemy przez to najprawdopodobniejszy obraz XII stulecia, na którego tle źródła odnoszące się wprost do niego możemy ułożyć, wyjaśnić i nimi go uzupełnić. Metoda to jedyna, bo w miejsce zupełnej dowolności i fantazji pozwala nam postawić przypuszczenie oparte na pewnej podstawie i zbliżające się niezmiernie do prawdy.

.: Powrót do działu Michał Bobrzyński: W imię prawdy dziejowej :: Powrót do spisu działów :.