Zakres prac oraz wiarygodność informacji
Jacek Cieczkiewicz


Praca genealoga na cmentarzu
CO INWENTARYZOWAĆ

Rozpoczynając naszą pracę na cmentarzu wypadnie nam zastanowić się nad pewnym problemem - jaki ma być zakres naszej kwerendy. Problem potęguje się, gdy poszukiwania prowadzimy w miejscowości będącej naszym gniazdem rodzinnym. Z reguły poszukiwaliśmy jednego, lub co najwyżej kilku konkretnych grobów. Już po chwili konstatujemy, że nasze nazwisko widnieje na coraz liczniejszych grobach, że pojawiają się nazwiska znane nam już wcześniej z innych kwerend. Są to nazwiska naszych przodków, krewnych z bocznych linii i powinowatych. Jeżeli cmentarz nie jest zbyt duży, zaczynamy sobie zdawać sprawę, ba zaczynamy mieć pewność, że każdy grób może być ważny. Nie znamy nazwiska - to nic, zaczynamy podejrzewać, że ta osoba też mogła być naszym przodkiem lub powinowatym. I nagle: Eureka! chyba najwłaściwszym rozwiązaniem będzie całościowa inwentaryzacja cmentarza. I rzeczywiście zalecałbym takie rozwiązanie. Jeżeli okaże się kiedyś, że „Z” był osobą ważną dla naszej genealogii to, po pierwsze już go „mamy” i nie musimy znów jechać, szukać i spisywać. Po drugie, a jaką mamy pewność, że kiedy przyjedziemy ponownie, grób będzie jeszcze istniał, lub że napis na nim będzie czytelny? Może się zdarzyć, że bezpowrotnie coś stracimy. A jeśli „Z” nie pojawi się w naszym drzewie genealogicznym, to przecież ta robota może przydać się też innym. Może komuś jest do tej miejscowości dalej, może nie ma możliwości oderwania się od zajęć codziennych. Ty możesz mu pomóc.
Z doświadczenia wiem, że inwentaryzacja cmentarza w miasteczku wielkości Cieszanowa nie powinna zająć więcej czasu niż dwa dni, a w mieście powiatowym wielkości Lubaczowa jest to robota na około dwa tygodnie.
Kiedyś inwentaryzowałem żeliwne krzyże i tabliczki na cmentarzach dawnej luterańskiej parafii Seehesten (dziś Szestno koło Mrągowa). Krzyże te zafrapowały mnie jako ciekawe zjawisko plastyczne i technologiczne (są przykładem wręcz perfekcyjnego odlewnictwa), a ich „spisanie” było tego wynikiem. Od razu muszę przyznać, że tego typu inwentaryzacja jest dla genealoga nieprzydatna, będąc wycinkową z założenia. Tylko przypadek sprawił, że dla części tych cmentarzy była to równocześnie inwentaryzacja całościowa. A to wyłącznie dlatego, że pozostałe groby nie zachowały się, bądź napisy na nich były już nieczytelne.
A teraz przykład, jak czasem pomaga przypadek. Część krzyży nosi sygnaturę „Lentz - Rastenburg”. Z góry założyłem, że na tym terenie musiała istnieć odlewnia, jako samodzielna fabryka. Biorąc pod uwagę wielkość krzyży, poziom techniki odlewniczej oraz bardzo duży zasięg występowania - od Piecek na południu, po Srokowo na północy (Rastenburg, dzisiejszy Kętrzyn jest w połowie odległości między tymi miejscowościami), z góry wykluczyłem produkcję rzemieślniczą. A przypadek? Otóż na zamku w Kętrzynie można znaleźć również stare zdjęcia. Jedno z nich przedstawiało dom mieszkalny powstały po przebudowie dawnego budynku fabryki maszyn rolniczych, a jednym z udziałowców tejże fabryki był niejaki Lentz. Tak więc przypadkiem było, że spojrzałem na zdjęcie szpetnego familoka, a nie junkierskiego pałacu i, że przeczytałem podpis pod nim. Czego to dowodzi? Ano tego, że coś, co początkowo wydaje się błahe, może mieć znaczenie.

NIEPEWNOŚĆ

Na pewnym etapie naszych prac genealogicznych, wtedy gdy w naszej bazie jest już dostatecznie wiele osób, możemy pokusić się o pewne statystyczne uogólnienia. Najczęściej tym, co rzuca się w oczy najszybciej jest powtarzanie się pewnych imion. To jedna z tradycji rodzinnych. Powtarzają się one zarówno w pionie jak i w poziomie, to znaczy w pokoleniach kuzynowskich.
Odnieśliśmy sukces i udała nam się znaleźć grób Antoniego X. Jeżeli na nagrobku podano dokładne daty urodzin i śmierci (to znaczy daty dzienne) i jednocześnie zgadzają się one z tymi uzyskanymi z innych źródeł, należy uznać, że sukces jest rzeczywisty.
Natomiast, jeśli z napisu wynika, że Antoni X zmarł w 1904 roku w wieku 59 lat i wydaje się to zgodne z naszą wiedzą, musimy się poważnie zastanowić, czy nie jest to grób „zaledwie” kuzyna naszego przodka. Jednym słowem, rodzi się niepewność. Pamiętajmy przy tym, że owo 59 lat jest informacją nieprecyzyjną, z rozrzutem plus/minus pół roku. Często rozrzut ten okazuje się nieco większy (czasami jest to nawet +/- 5 lat, na co uwagę zwróciła mi Małgosia Nowaczyk).. Jeśli Antoni X został pochowany we wspólnym grobie z żoną, jest ona dla nas elementem weryfikującym. Ale jeśli pochowany został sam, a na dokładkę wiemy, że w jego pokoleniu żył jeszcze inny Antoni tego samego nazwiska, wątpliwość pozostaje.
Zbierając informacje na cmentarzu musimy sobie zdać sprawę, że nagrobkowe inskrypcje są zawsze i jedynie źródłami trzeciorzędnymi. Ich wiarygodność jest stosunkowo mizerna. Zawodna jest ludzka pamięć i mylić się mogli zamawiający nagrobek członkowie rodziny. Kamieniarzowi wykuwającemu napis też mogła zdarzyć się pomyłka rozgrzeszona przez zamawiających. Najmniej wiarygodne są peany na cześć dostojnego nieboszczyka. Zwróćmy uwagę, jeśli opierać się na epitafiach i nekrologach, że naród składał się wyłącznie z ludzi prawych, uczciwych i kochających. Pamiętajmy, ze „niezapomniana, dobra żona” mogła być sekutnicą, a „kochający mąż” alkoholikiem dręczącym rodzinę. Tym niemniej, co powiedziałem już wyżej - warto zanotować i te napisy. Są dokumentem obyczaju i epoki.

RODZINNE MITY

Czasem wizyta na cmentarzu pozwala obalić rodzinne mity, czasem tylko skorygować zawodną pamięć. W rodzinie twierdzono, że mój pradziadek Antoni Ciećkiewicz zmarł w Lubaczowie, a po jego śmierci prababcia zamieszkała u córki, lubaczowskiej nauczycielki. Po wojnie prababcia miała zamieszkać u innej córki w Gliwicach, tam umrzeć i tam miała być pochowana. Te informacje rodzina traktowała jako pewnik. Tym większe było moje zdziwienie, gdy grób pradziadka znalazłem w jego rodzinnym Cieszanowie, a nie w Lubaczowie. Na dokładkę okazało się, że prababcia została pochowana w Lubaczowie, a nie w Gliwicach. Za jednym wyjazdem udało mi się skorygować dwie informacje. Gwoli usprawiedliwienia rodzinnej tradycji należy dodać, że prababcia rzeczywiście zmarła w Gliwicach.
Pamiętajmy, że każdemu może się zdarzyć taka sytuacja. Niestety, rodzinne mity, choć z reguły są „ładne”, niestety często, po drążeniu tematu okazują się wyłącznie fikcją. Znacznie rzadziej znajdą potwierdzenie w faktach. Jedno jest pewne. Zarówno obalenie takiego mitu, jak i jego potwierdzenie dają nam satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.


Czytaj dalej: Żeliwne krzyże na cmentarzach parafii Szestno / Seehesten



Spis treści rozdziału "Praca genealoga na cmentarzu" Poradnika GenPol-u:



Copyright © Jacek Cieczkiewicz




2004 ©  Genealogia Polska
http://genpol.com/