Wprowadzenie
Jacek Cieczkiewicz


Praca genealoga na cmentarzu
  Zapomniane cmentarze, bezimienne pomniki zeszłych z tego świata
Nieistniejące miejsca spoczynku społeczności minionych wieków.
Porażają umysły żyjących obok nich żywych i myślących
chodzących drogami życia potomnych przez nich stworzonych.
Przechodzący obok człowieku, podnieś zwalony kamień nagrobny
Uszanuj prochy rozsypane pod Twymi stopy, na Twojej ziemi,
Nieważne czyje? Tubylca, obcego czy najeźdźcy. Człowieka.
Stań w zadumie. Zmów Wieczny Odpoczynek za ich duszę.
Niech pozostaną w spokoju.
(Stanisław L. Pieniążek, 2004)

Cmentarz, tak jak i zapisy w księgach oraz listy, fotografie jest również swoistym dokumentem. Można powiedzieć więcej - jest swoistym archiwum. Ponieważ naszym celem generalnym jest poznawanie historii rodzinnej, cmentarz, jako miejsce ostatniego spoczynku naszych bliskich i jako archiwum jest dla nas miejscem szczególnie ważnym.
Z tego wynika wniosek - w czasie naszych badań genealogicznych najprawdopodobniej, a może nawet z całą pewnością nie ominą nas wizyty na wielu cmentarzach. Jakie będą ich wyniki, bez wątpienia zależy od tego, jak do tych wizyt przygotujemy się.

UWAGI WSTĘPNE

Pierwszym i najważniejszym etapem naszych prac będzie oczywiście wytypowanie cmentarzy, które powinniśmy odwiedzić. Drugim, uzyskanie u administratora cmentarza następujących informacji:
  • czy prowadzona jest ewidencja pochówków (grobów)
  • czy w ewidencji wymienione są osoby, których groby chcemy odszukać
Należy przy tym pamiętać, że w przypadku cmentarzy parafialnych w małych miejscowościach takie księgi nie były prowadzone - a przynajmniej ja z takimi do tej pory nie zetknąłem się.
Musimy pamiętać, że im starszych grobów zamierzamy szukać, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo ich odnalezienia. Próba znalezienia grobu sprzed czwartej ćwierci XVIII wieku jest grą niewartą świeczki, bowiem natknięcie się na taki grób graniczy niemal z cudem. Po prostu nie istniał zwyczaj stawiania trwałych nagrobków. Groby były ziemne i z reguły bez napisów identyfikujących pochowane osoby. Było to niezależne od kondycji społecznej i majątkowej. Zmieniło się to dopiero po nakazie likwidacji śródmiejskich cmentarzy przy kościołach i powstaniu dużych cmentarzy podmiejskich (takich jak w Warszawie Cmentarz Świętokrzyski, a później Powązki, czy krakowskie Rakowice). Do tego czasu jedynym trwałym śladem na ziemi pozostawała tablica epitafijna wmurowana w ścianę kościoła, kaplica grobowa lub płyta nagrobna w kościelnej posadzce. Ale to już nie dotyczy znakomitej większości z nas.
Winniśmy również pamiętać, że epitafium nie ma bezpośredniego związku z rzeczywistym miejscem pochówku. Wróćmy więc na cmentarz. Zakładam, że administrator odnalazł w księgach naszego Antoniego X. To odszukanie możemy mu ułatwić, jeśli podamy mu datę pogrzebu możliwie precyzyjnie. Teraz, na cmentarzu „nowoczesnym” sprawa jest już prosta - znane są bowiem jego współrzędne - kwatera i rząd. Samo uzyskanie tejże informacji może trwać różnie. Zależy to od naszej precyzji w określeniu daty i od formy prowadzenia ewidencji. Sprawa komplikuje się nieco przy braku takiej ewidencji lub niekompletności ksiąg. Wtedy pozostaje nam mozolna wędrówka po cmentarzu - kwatera po kwaterze, rząd po rzędzie, grób po grobie.
Inaczej będzie wyglądać nasza praca na cmentarzu, na którym szukamy tylko jednego grobu lub co najwyżej kilku, inaczej zaś na cmentarzu w miejscowości będącej naszym gniazdem rodzinnym, ale o tym później.

UPŁYW CZASU I JEGO SKUTKI

Wędrując po cmentarzu zazwyczaj szybko uprzytamniamy sobie jakich spustoszeń dokonują czas i ludzie. Wiele grobów ma mniej lub bardziej zatarte napisy. Nagrobki wykonane z wapienia lub marmuru mają napisy wypłukane przez deszcze, nagrobki z piaskowca złuszczają się. Jeśli napisy wykonano z brązu lub mosiądzu, są one z reguły niekompletne. W tym przypadku najczęściej mamy do czynienie z aktami wandalizmu. Ze szczególnymi aktami wandalizmu spotkamy się na dawnych terenach niemieckich, na Dolnym Śląsku i Mazurach. Wystarczy przyjrzeć się jak misternie wydłutowano epitafia na ścianach kościoła św. Mikołaja (dziś cerkwi prawosławnej) we Wrocławiu. Sposób wykonania tej „pracy” wskazuje, iż nie był to wyczyn przypadkowego wandala. Tę robotę wykonał fachowy kamieniarz. Skrajnym wyrazem barbarzyństwa był sposób likwidacji poniemieckiego cmentarza przy ul. Ślężnej w tymże Wrocławiu. Dotknęliśmy w tym miejscu problemu myślenia magicznego - nie ma grobów, więc nie było ludzi, a jak nie było ich, to i nie było historii. Z drugiej zaś strony sami żądamy poszanowania polskich cmentarzy na dawnych terenach wschodnich.
Jeszcze innym przykładem jest potraktowanie pięknego wrocławskiego cmentarza żydowskiego - przez całe lata służył jako kamieniołom dostarczający darmowego kamienia na nowe nagrobki. Natomiast stare mazurskie cmentarze to miejsca smutne, zapomniane przez Boga i ludzi. Szczególnie tutaj można uprzytomnić sobie to, ze czas płynie nieubłaganie, a potomkowie ludzi tu pochowanych rozpierzchli się po całym świecie.
Największe problemy rodzą napisy malowane farbami na blaszanych tabliczkach. Są one wyjątkowo nietrwałe i po niedługim czasie znikają. Jeśli rodzina nie dba o ich okresowe odnawianie, to po zaledwie kilku latach mogiły stają się bezimienne. Podobnie nietrwałe są elementy drewniane.
Zdecydowanie najtrwalsze są nagrobki wykonane z granitu i innych skał magmowych, przede wszystkim ze względu na odporność materiału na czynniki atmosferyczne. Również wyjątkowo trwałe są nagrobki wykonane z elementów żeliwnych (zdecydowanie mniej trwałe są elementy stalowe kute wyraźnie podatne na korozję).
I jeszcze na koniec pewna rada. Warto odwiedzać cmentarze w okresie ważnych świąt kościelnych. Zawsze istnieje szansa, że spotkamy kogoś, kto będzie w stanie udzielić nam jakiejkolwiek informacji o osobie pochowanej w grobie, który dla nas jest tylko bezimienną mogiłą.


Czytaj dalej: Porady praktyka



Spis treści rozdziału "Praca genealoga na cmentarzu" Poradnika GenPol-u:



Copyright © Jacek Cieczkiewicz




2004 ©  Genealogia Polska
http://genpol.com/