Reguła konsekwencji
Aneta Kaczmarek


Zastosowanie strategii wywierania wpływu w kontaktach genealogicznych


Część II - Reguła konsekwencji

Słowem wprowadzenia do drugiej części artykułu poświęconego narzędziom i strategiom wpływu społecznego, przytoczę pewną historię. Jakiś czas temu moja macierzysta babcia, która po przeprowadzce z jednego krańca Warszawy na drugi, przez dobrych kilka lat, co rano, pokonywała komunikacją miejską znaczny kawałek drogi. Celem tej wyprawy był mały bazarek na Woli, na którym babcia zaopatrywała się w najlepsze - według jej opinii - pieczywo w stolicy. Wszystko to działo się pomimo faktu, że od nowego miejsca zamieszkania do innego targu dzieliło ją zaledwie 50 m. Wiele czasu minęło, zanim moja babcia na skutek braku sił zrezygnowała z codziennych eskapad i chcąc nie chcąc polubiła pieczywo z Żoliborza.

Analizując po latach postawę mojej krewnej, myślę, że za powyższy mechanizm zachowania w głównej mierze odpowiadało przyzwyczajenie, tak znamienne przecież dla ludzi starszych, ale było jeszcze coś, co powodowało, że pomimo wielu przeprowadzonych rozmów, będących wyrazem zwykłej troski i zaniepokojenia jej nadmierną aktywnością, babcia nadal uparcie tkwiła w postanowieniu, przeświadczona o słuszności swojej teorii na temat wyższości wypieków wolskich nad żoliborskimi.

Dziś myślę, że tym elementem, który powodował u niej tak ogromną determinację, było niezwykle subtelne narzędzie wpływu, które kieruje wieloma naszymi zachowaniami. Tym dyskretnym narzędziem jest silne pragnienie bycia konsekwentnym przed sobą i co ważniejsze - w oczach innych ludzi. Kiedy dokonamy już wyboru lub zajmiemy stanowisko w jakiejś sprawie, napotykamy zarówno wewnątrz nas, jak i w innych, silny nacisk na zachowanie konsekwentne i zgodne z tym, w co już się zaangażowaliśmy.

Naciski te prowadzi nas do postępowania w sposób usprawiedliwiający naszą wcześniejszą decyzję. Po prostu przekonujemy siebie samych o słuszności podjętej decyzji, co niewątpliwie podnosi nasze samopoczucie.

Uparte trwanie przy raz podjętej decyzji pozwala nam na luksus zaprzestania dalszego myślenia o danej sprawie. Taka automatyczna konsekwencja dostarcza nam łatwej i skutecznej metody radzenia sobie z komplikacjami codziennego życia, ale także zwalnia z myślenia o ewentualnych konsekwencjach zmiany decyzji.

Jak sądzicie, co w mojej babci wyzwoliło tak nieodpartą siłę do bycia konsekwentną w swoim postanowieniu? Nie był to z pewnością ani przesąd, ani bynajmniej nieposkromiony apetyt dziadka na pieczywo z Woli, ale, jak sądzę, ogromne zaangażowanie w sprawę. Skoro moja babcia, która od lat kupowała pieczywo na ulubionym bazarku i wychwalając jednocześnie jego zalety przed rodziną, nawet po przeprowadzce do nowego miejsca zamieszkania, z tego przeświadczenia nie mogła i nie chciała zrezygnować. Człowiek, którego przekonania, słowa i czyny nie są wzajemnie zgodne, może być spostrzegany jako zagubiony, dwulicowy, niestały, czy nawet chory psychicznie. W większości bowiem przypadków konsekwencja jest pożądana i korzystna. Bez niej nasze życie byłoby trudne, a działania mało skuteczne.

Związek pomiędzy zaangażowaniem i dążeniem do konsekwencji często jest wykorzystywany przez wszelkiego rodzaju praktyków wpływu społecznego. Sądzę, że także w naszych poszukiwaniach, tę naturalną dla nas skłonność myślenia możemy z powodzeniem wykorzystywać w kontaktach z innymi ludźmi.

Aby jednak tego dokonać, powinniśmy się zastanowić, w jaki najskuteczniejszy sposób wzbudzić w innych zaangażowanie, które wydaje się być kluczem do zastosowania omawianej reguły. Strategie prowadzące do osiągnięcia tego celu mają na celu nakłonienie drugiej osoby do podjęcia jakiegoś działania czy wypowiedzenia czegoś, co spowoduje dążenie do konsekwencji. Jedną z najpopularniejszych technik wzbudzających zaangażowanie i konsekwencję w działaniu jest strategia nazywana często techniką stopy w drzwiach bądź strategią od rzemyczka do koziczka. Polega ona na rozpoczynaniu od małej prośby, by ostatecznie uzyskać zgodę na prośbę większą. Doskonałym przykładem ilustrującym technikę stopy w drzwiach, jest podpisywanie wszelkich petycji w różnych sprawach, jako że ich głównym celem jest właśnie wzbudzenie w podpisujących zaangażowania na rzecz danej sprawy w nadziei, że zaangażowanie to nakłoni ich do podejmowania dalszych kroków zgodnych z wymową petycji.

Gdyby chcieć powyższą strategię zilustrować na polu genealogii, można by wyobrazić sobie taką oto sytuację. Mamy właśnie zamiar, w ramach krótkiego urlopu, przeprowadzić gruntowne, kilkupokoleniowe poszukiwania w odległej od miejsca zamieszkania małej wiejskiej parafii. Wiemy, że czeka nas trudna rozmowa z księdzem, który albo nie wpuści nas do kancelarii wcale, albo pozwoli na przejrzenie zaledwie dwóch, trzech ksiąg, a nam zależy na dostępie do wszystkich zachowanych z okresu przynajmniej 20-lecia i jeszcze możliwości wykonania zdjęć wybranym metrykom.

W jaki sposób przygotować sobie grunt, aby na miejscu nie okazało się, że jechaliśmy przez pół Polski na darmo?

Decydując się na zastosowanie techniki stopy w drzwiach, ze znacznym wyprzedzeniem dobrze byłoby wysłać do parafii list/ e-maila, którego treść miałaby skłonić księdza do udzielenia odpowiedzi. Co mogłoby znaleźć się w takim liście? Z pewnością zbyt ryzykowne byłoby przyznanie się w nim do zamiaru przeglądu niemal całej szafy z rozpadającymi się księgami!

W liście natomiast należałoby przedstawić swoją osobę, powiązanie z przodkiem, który w tych a tych latach zamieszkiwał wieś x, oznajmić zamiar odwiedzenia w najbliższych miesiącach parafii i cmentarza (tu można zapytać o stan zachowania nagrobków). W dobrym tonie byłoby także pochwalenie np. profesjonalnie przygotowanej strony internetowej parafii, gminy lub znalezionego właśnie artykułu pochlebnie wyrażającego się na temat osoby księdza/parafii. Na końcu listu należałoby zapytać, w jakim możliwie najwygodniejszym czasie dla księdza, moglibyśmy liczyć na poświęcenie nam czasu w celu uzupełnienia brakujących informacji o przodku/przodkach. Do listu dobrze byłoby dołączyć kopertę ze znaczkiem, spotkałam się już bowiem z sytuacją, że ksiądz nie udzielił odpowiedzi właśnie z powodu braku zwrotnego znaczka pocztowego.

Dlaczego tak ważna jest deklaracja pisemna? Jest ona bowiem niezwykle istotnym elementem całej strategii postępowania z tego względu, iż zapoczątkowuje zaangażowanie do dalszego konsekwentnego działania, zgodnego z myślą zawarta na papierze.

Oczywiście, biorąc pod uwagę np. negatywne wcześniejsze nasze doświadczenia związane z totalnym brakiem odpowiedzi na wysyłane do parafii listy, bez względu na przyczynę, możemy zdecydować się na rozmowę telefoniczną, która powinna być w treści podobna do listu. Pamiętajmy jednak o komforcie naszego rozmówcy - na wstępie zapytajmy, czy aktualnie dysponuje on czasem, aby poświęcić nam chwilę na przedstawienie sprawy. I tu, podobnie jak w liście kluczowe mogłoby okazać się pytanie o to, czy ksiądz jako znawca/ekspert historii naszej parafii byłby skłonny udzielić nam pomocy w uzupełnieniu brakujących danych.

Przypomnienie o tej ustnej deklaracji na wstępie rozmowy z pewnością okazałoby się pomocne. Podobnie, jeżeli w odpowiedzi na nasz list otrzymamy potwierdzenie i obietnicę poświęcenia nam czasu, nasze późniejsze spotkanie, na wstępie którego powołamy się na pisemną deklarację, powinno przebiegać zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

A już na sam koniec tej części artykułu reguła konsekwencji w pigułce do przemyślenia: "Łatwiej powiedzieć "nie" na początku, niż na końcu" (Leonardo da Vinci).



2007 ©  Genealogia Polska
http://genpol.com/