4. ZADANIE HISTORII


4. ZADANIE HISTORII

Skoro jednak historia polega na stwierdzeniu i sprawdzeniu ogólnych prawd naukowych w dziejach każdego narodu, to zdawać by się mogło niejednemu, że ona nie przynosi nic nowego, a zatem nie ma żadnego posłannictwa i celu. Bynajmniej tak nie jest. Ma historia dwa odrębne zadania: jedno naukowe, a drugie społeczne.

Nie jest przede wszystkim dla nauki obojętną rzeczą, że prawo jakieś, postawione na podstawie całego szeregu zawsze w tenże sam sposób powtarzających się zjawisk, stwierdzi się wybitnie i wyraźnie jeszcze na jednym przykładzie i doświadczeniu. Takie ogólne prawo rozpada się jednak na mnóstwo szczegółowych zasad, z których każda w pewnych się tylko warunkach objawia. Otóż w historii różnych narodów powtarzają się często i sprawdzają Jedne i też same ogólne zasady, ale ponieważ historia każdego narodu ma swoje odrębne właściwości i w pewnych sobie tylko właściwych rozwija się warunkach, więc też każda historia daje pole do wykrycia wielu drobniejszych praw, grupujących się około znanej ogólnej zasady. Jest też w naukach społecznych i politycznych, jak w każdej umiejętności, wiele praw ważnych, niezupełnie jeszcze sprawdzonych, są takie, które nie wyszły z obrębu mniej lub więcej uzasadnionych hipotez. Każda nowa historyczna praca o takie prawa potrąca, każda może się niepomału do ich stwierdzenia lub sprostowania przyczynić. Istnieją na koniec w życiu politycznym i społecznym człowieka fakta, któreśmy już raz i drugi dostrzegli, ale których jeszcze dotychczas nie zdołaliśmy wyjaśnić, powiązać, ocenić i choćby pod pewne przypuszczalne prawa podciągnąć. Jakież to pole dla historyka do wynalezienia większej ilości podanych faktów i do rozwiązania nie rozwikłanej dotychczas zagadki. Pomiędzy nauką o społeczeństwie i państwie a historią zachodzi więc jak najściślejszy związek: pierwsza toruje drogę i stanowi podstawę i punkt wyjścia dla drugiej, druga gromadzi dla pierwszej nowe materiały, a nieraz ją wprost nowymi spostrzeżeniami wzbogaca. O wartości historyka i jego pracy rozstrzyga też głównie ta okoliczność, o ile umie korzystać z wyników nauk społecznych i politycznych i o ile nawzajem zdoła swą pracą przyczynić się do ich dalszego rozwoju. Tylko ta praca historyczna budzi prawdziwy naukowy interes, w której widzimy, że autor o tym swoim istotnym zadaniu nieustannie pamiętał i z niego wywiązać się umiał, w której widzimy dokładne rozróżnianie faktów podług tego, czy są znanych praw stwierdzeniem lub sprostowaniem, czy też na nowe naprowadzają prawa. I za jedno, i za drugie należy się historii dobrze pojętej miano pracy umiejętnej, nieskończenie ważnej. Do takiego pojęcia historii doszliśmy jednak niedawno, daleko nam jeszcze i dzisiaj do tego, abyśmy pojęcie to i zadanie w zupełności przeprowadzić zdołali. Przedtem w umyśle historyków błąkały się oczywiście pewne pojęcia o państwie i społeczeństwie, na podstawie których wydawali swój sąd, a wydając ten sąd, poruszali nieraz o nowe pojęcia i prawa, ale wszystko to działo się niemal bezwiednie, z dowolnością bez granic, bez żadnej utartej drogi i metody historycznego badania. Całe też dziejopisarstwo dawniejsze, nie wyłączając stąd najznakomitszych historyków starożytności, błyszczące nieraz swoją formą i bystrością spostrzeżeń w pewnym, dość jednostronnym kierunku, ale nieświadome swego istotnego celu, nie rozporządzające umiejętną metodą badania - nie było pracą umiejętną w prawdziwym i wzniosłym tego słowa znaczeniu.

Nauki społeczne i polityczne są więc jedynym sądu pracy historycznej probierzem. Łatwy ten zarzut: Ależ nauki te, niedawno powstałe, tak jeszcze mało są rozwinięte! - Zarzut ten jednak nie dowodzi niczego.

Prawda, że uczeni pracujący nad nauką o społeczeństwie i państwie za mało dotychczas skorzystali z wyników prac historycznych, daleko od tego, aby je wyczerpnęli wszystkie. Niejeden historyk zna lepiej pewien szczegół do nauk tych integralnie należący niż nawet taki Mohl lub Roscher (2). Ale wniosek stąd naturalny: Jeżeli ze studiów swych historycznych poznałeś coś lepiej, niż dotychczas w nauce o państwie i społeczeństwie jest wyłożone, to z tego w dalszej swej pracy historycznej i owszem korzystaj; czego zaś sam lepiej nie wiesz, to z nauk owych przyjmuj z wdzięcznością, badaj i sprawdzaj, ale zaprzestań raz wierzyć w swoją fantazję i widzimisię. Do czego w naukach społecznych i politycznych nie znajdziesz klucza, do czego sam nie tylko nie postawisz prawa, ale nawet hipotezy umiejętnej, to zanotuj tylko, zapisz fakta, a wyjaśnienie ich pozostaw następcom.

Jedną z największych wad historyków jest niewątpliwie ta, że silą się zrozumieć i wytłumaczyć ostatecznie wszystkie objawy dziejowe, o których piszą, równocześnie zaś nie uwzględniają mnóstwa faktów, do których wydobycia i ułożenia nauki społeczne i polityczne - takie, jakie są - już im pewne podają podstawy. Jeżeli nauki te nie rozwijają się tak szybko, jak byśmy pragnęli, to historycy w znacznej części temu są winni. Zamierza np. polityk zbadać dokładnie objaw "kolonizacji", sformułować prawa, którym ona podlega, zbierze wszystko, co historycy o pojedynczych kolonizacjach napisali, i przekona się, że mało który fakt kolonizacji opisany jest ze zrozumieniem jej natury, o większej części takich faktów historycy podali najobojętniejsze szczegóły, pomijając zasługujące na największą uwagę. Opisywali nieraz, jak wyglądał okręt przewożący kolonistów, a zapomnieli dodać, na jakich podstawach koloniści nową ziemię objęli, jak się w niej osiedlili. Jakiż z takich prac historycznych pożytek?

Dopóki też pomiędzy historykami a uczonymi, badającymi naturę państw i społeczeństw, nie zapanuje najściślejszy związek, dopóki jedni nie będą znać wyników prac drugich i wyników tych między sobą wymieniać, dopóty o istotnym, prędkim postępie obu umiejętności nie może być mowy.

Obok naukowego celu historia każdego narodu ma jeszcze wobec tego narodu osobne, niepospolite zadanie. Każdy naród w życiu swym i rozwoju korzystać może i powinien przede wszystkim z wyników nauk społecznych i politycznych, które mu wskazują drogę, prawa i środki działania. Na tym jednak nie można poprzestać. Ogólne wyniki nauk nie dadzą się wprost i w tenże sam sposób zastosować do każdego narodu i państwa, muszą ulec pewnym, przewidzianym zresztą nieraz w nauce, zboczeniom i wyjątkom, bo każdy naród i państwo posiada pewne warunki, zasoby i dążenia, które jego indywidualność stanowią. Otóż zadaniem jest historii, ażeby - stosując ogólne naukowe zasady do przeszłości tego narodu - nakreślić jego charakter, jego warunki i zasoby, jego wybitne kierunki i dążenia, ażeby mu uwydatnić te naukowe zasady, które w jego rozwoju i życiu większą niż w rozwoju innych narodów odgrywają rolę, ażeby mu te zasady i prawa widomie postawić przed oczy. O zadanie to może się zresztą praca historyczna zupełnie nic troszczyć, może o nim zupełnie zapomnieć - spełni je zawsze bezwiednie, jeśli tylko pierwszego, naukowego celu z oka swego nie spuści i urzeczywistnić go zdoła. Już Cycero powiedział: Historia est magistra vitae; tylko że historia, nie ujęta w karby umiejętności, nader często data się nadużywać i zamiast do nauki, do obałamucenia umysłów służyła.

Nie można tu nareszcie pominąć i tego mniemania, które obok powyższych dwóch celów przyznaje nadto historii trzeci cel samoistny. Historia sama przez się, tj. sam obraz przeszłości, ma być - i to umiejętnym - celem. Mniemanie to atoli nie da się uzasadnić. Przedmiot historii oraz nauk społecznych i politycznych jest jeden i ten sam: życie towarzyskie człowieka; a cała treść historii, wszystkie wykryte przez nią objawy i prawa rozwoju ludzkości w naukach społecznych i politycznych w zupełności się mieszczą. Historia, dostarczywszy tym naukom wszystkich swoich wyników, sama przez się nie może też już żadnego innego umiejętnego zadania posiadać.



2005 ©  Genealogia Polska
http://genpol.com/