2. PODSTAWA SĄDU HISTORYCZNEGO


2. PODSTAWA SĄDU HISTORYCZNEGO

Przypuśćmy teraz, że wyposażeni w wyborną metodę źródłowego badania, poznaliśmy już wszystkie historyczne fakta, że jesteśmy w stanie każdy z nich opisać i stwierdzić. Cóż z nimi poczniemy? Czyć je będziemy wszystkie jeden po drugim chronologicznie spisywać? Byłoby to rzeczą bezwarunkowo niemożliwą. Najpierw dla nieskończonej ilości faktów. Któż by im wszystkim podołał? Po wtóre dlatego, że mnóstwo faktów występuje równocześnie. W jakimże je porządku umieszczać - chyba w geograficznym, tj. idąc od zachodu na wschód lub od południa na północ? Potrzeba więc pomiędzy faktami uczynić pewien wybór, obojętne i mniej ważne pominąć, donioślejsze wysunąć naprzód. Potrzeba na koniec wynaleźć jakiś sposób, ażeby i te ostatnie w pewien przegląd ułożyć, w pewnym związku zestawić. Do rozwiązania tych trudnych pytań nieprędko doszło dziejopisarstwo. Przechodziło ono w tym względzie przez trzy wybitne fazy swojego rozwoju.

Zrazu jedyną wskazówką w wyborze i ułożeniu faktów była dowolność i widzimisię piszącego. Na tym stopniu stoją rocznikarze i kronikarze, którzy piszą, co chcą i jak chcą. Piszą oczywiście o tym, co jaskrawością swoją najwięcej im podpada pod zmysły, a co zarazem najmniej wydaje im się zrozumiałe. Zanotowane tam jest cielę, które się urodziło o trzech głowach, powódź lub posucha i kometa na niebie, wybór przeora w jakimś podrzędnym klasztorze lub zgon osoby, która kościół obdarzyła jałmużną, obok zmiany dynastii panującej i zdobytej lub utraconej prowincji. Zaczyna się zwykle od stworzenia świata, mowa jest potem o cesarzach i królach, ale przychodzi potem cały wiek, z którego tylko jedna rzecz jest zapisana, ze złodzieje gdzieś okradli stodołę. Ci, którzy w tego rodzaju dziejopisarstwie doprowadzili najdalej, opisują zwykle kolejno po sobie następujących panujących, dają pewne wyobrażenie o ich charakterze, kreślą ich stosunki familijne, głośniejsze sprawy domowe, stosunki dyplomatyczne i wyprawy wojenne, ale o życiu narodu, o jego gospodarstwie i oświacie, o urządzeniach społecznych i politycznych chyba przypadkiem jakąś podają wskazówkę. Przewodnikiem ich, w najlepszym razie, jest mniej lub więcej wykształcony zmysł estetyczny. Pragną, ażeby ich opowiadanie przedstawiało zawsze pewną zajmującą całość, pewien zaokrąglony tok wypadków. Dlatego podają nam większą ilość faktów, ale dlatego też kreślą wszystkie wypadki, nie biorąc względu na różne epoki, zawsze podług jednego i tego samego szablonu, w jednym i tym samym współczesnym im świetle, a tam, gdzie im brak faktów, nie wahają się i komponują je jedynie ze swojej fantazji. Talent autora, jego zmysł estetyczny i dar spostrzegania - osobliwie współczesnych mu wypadków - podnoszą wartość jego pracy, ale nie zmieniają jej charakteru. Tutaj zaliczyć musimy Liwiusza i jego u nas naśladowcę, Długosza, ostatecznie zaś może nawet Naruszewicza.

Drugi stopień dziejopisarstwa nazwać byśmy mogli filozoficznym. Pewien pogląd filozoficzny ułożony a priori, rozwinięty mniej lub więcej dokładnie w szczegółach, służy za podstawę do wyboru i ustawienia historycznych faktów. Wartość tego rodzaju historii zależy oczywiście od wartości poglądu filozoficznego, który jej podwalinę stanowi. Jeżeli pogląd opiera się jedynie na urojeniu - a ileż takich niedorzecznych nie stworzono poglądów! - to historia nie będzie miała najmniejszej wartości. Pomyślmy sobie np. pogląd oparty na metempsychozie, wychodzący z założenia, że jeden i ten sarn duch wciela się kolejno w różne wpływowe osobistości dziejowe i dokonywa przez to jakiegoś swego, z góry wytkniętego celu, np. pokuty lub zemsty. Piszący na podstawie takiego poglądu historyk musi oczywiście w sposób najdowolniejszy wybierać niektóre tylko fakta, bo inne dla tego poglądu żadnej doniosłości nie mają, a ponieważ nawet te wybrane fakta jeszcze by niedorzecznego poglądu nie były w stanie poprzeć, musi więc fakta te rozmyślnie lub bezwiednie fałszować i do poglądu swego sztucznie przykrawać i naginać. Wybrałem przykład jaskrawy; istnieją poglądy filozoficzne rozsądniejsze, których pewna część składowa do prawdy się zbliża, a wskutek tego historia na nich oparta nie jest bez pewnych zalet, atoli zalety te nie są nigdy w stanie zrównoważyć błędów i grzechów historii, która jest sługą pewnego dowolnie ułożonego poglądu i na jego udowodnienie ma służyć. Historia tego rodzaju panowała wszechwładnie z końcem XVIII i z początkiem XIX wieku; wprowadził ją i do nas Lelewel, dla którego ideałem narodu jest gminowładztwo i który też w tak jednostronny pogląd całe przedstawienie naszej przeszłości wtłacza. Historię taką nazwano filozofią historii, a poznawszy się na jej słabych stronach stracono do niej słusznie zaufanie. Nie można dzisiaj ostrzej potępić żadnej historycznej pracy, jak odmawiając jej charakteru historii, a nazywając ją filozofią dziejów.

Z jednej ostateczności wpadano jednak przy tym dość często w drugą. Zaczęto żądać od historyków, ażeby pisali dzieje na podstawie faktów, ażeby z nich samych wyprowadzili ich związek i ogólną budowę. Żądanie takie, jeśli je weźmiemy dosłownie, nie mniej jest niedorzeczne. Objaśnimy to na przykładzie. Możemy każdego historyka porównać do paleontologa, który wykopał gdzieś szczątki kilku przedpotopowych zwierząt. Były tam kości, lecz oczywiście nie w zupełnym komplecie, były ślady skóry i sierści. Ze szczątków tych powinien paleontolog ułożyć przedpotopowe zwierzęta i obraz każdego z nich przed nimi odtworzyć. Jeżeli do tego zadania przystąpi z pewnym dowolnie powziętym wyobrażeniem, np. że zwierzęta ówczesne w jednej połowie ciała miały budowę ryb, a w drugiej budowę ptaków, to w takim razie ze szczątków ryb i ptaków, jakie znajdzie w wykopalisku, ułoży nam ptako-ryby, jakie nie istniały wcale; jeżeli będzie się starał udowodnić, że wszystkie zwierzęta chodziły z ciałem podniesionym pionowo, to wszystkie znalezione szczątki nóg będzie u spodu, niżej kręgu pacierzowego, umieszczał, podobny w tym do historyka, który dowodzi, że ludy słowiańskie rządziły się pierwotnie samą miłością i cnotą, a nie potrzebowały prawa i kary, i który ze śladów historycznych, pozostałych po tych ludach, układa nam jakieś dziwotwory wyśrubowane i niemożebne. Jeżeli jednak ów uczony przyrodnik będzie się starał ułożyć szczątki owe w ich pierwotnym związku na podstawie tylko ich dokładnego zbadania, bez żadnej myśli przewodniej, to w takim razie prędko swej pracy zaniecha. Przecież żadna kość nie przylega tak szczelnie do drugiej kości, ażeby przy niej musiała stać koniecznie, przecież zniknęły między tymi kośćmi ścięgna i mięsna, brak nieraz samychże kości. Nie pozostaje więc nic innego jak każdą kość z osobna oczyścić, opisać, w osobne pudełko wstawić i szafę nimi zapełnić. Jakiż z takiej nauki pożytek? Tak samo ma się rzecz z historykiem, który by dane fakta dziejowe układać chciał na podstawie tych faktów. Wszakże między tymi faktami mnóstwo luk i braków, rzadko który z nich tak do drugiego przystaje, żeby się bez wahania dały ze sobą złączyć. Historyk tego rodzaju skończyłby znów na ułożeniu słownika poszczególnych faktów w alfabetycznym porządku, a od wszelkiego ściślejszego ich połączenia zniechęcony odstąpił.

Jest to zresztą rzecz zupełnie zrozumiała i jasna. Fakta dziejowe mogą być tylko przedmiotem badania i sądu, ale chcąc je ocenić i osądzić, trzeba mieć do tego pewną ogólną, zasadniczą miarę, którą by do nich można i należało przyłożyć. Jeżeli ktoś popełnił przestępstwo, to jest ono przedmiotem sądu, ale z niego samego nie można go osądzić, bo żadne samo w sobie nie mieści wyroku i kary; potrzeba mieć ogólny przepis prawny, który orzeka, że za takie przestępstwo taka należy się kara. a stosując ten przepis do przestępstwa wydaje się o nim sąd i wyrok. Układając też przedpotopowe kości można to uczynić tylko na podstawie ogólnej, naukowej znajomości budowy zwierząt i ich pojedynczych rodzajów i osobników. Kto się w taką znajomość uzbroił, ten znalezione szczątki rozłoży najpierw na grupy: osobno te, które należą do ssących, osobno te, które są własnością ryb lub ptaków; postępując coraz dalej znajdzie na koniec kości jednego zwierzęcia, a wiedząc, do jakiego ono należało gatunku, wiedząc, jaki jest ustrój zwierząt tego gatunku, zdoła je z łatwością złożyć w prawdopodobną całość, uwydatnić w niej nawet zachodzące braki. Gdyby się znalazły rozrzucone szczątki jakiegoś takiego zwierzęcia, które do żadnej ze znanych grup zwierząt nie należało, które zupełnie odmienny posiadało ustrój i innym w życiu swoim podlegało prawom, to szczątków tych połączyć w jedną rozumną całość nie zdołaliby nawet Cuvier i Darwin połączonymi siłami. Historyk mający nam odtworzyć obraz dziejowego rozwoju ludzkości z pojedynczych faktów, czyli objawów jej życia musi też w ocenieniu i zbadaniu tych objawów oprzeć się na umiejętnej podstawie nauk, badających życie towarzyskie człowieka, stwierdzających warunki i prawa, którym ono podlega, tj. nauk społecznych i politycznych.



2005 ©  Genealogia Polska
http://genpol.com/